Anna Rogowska: siłą napędową zawsze był dla mnie Mazurek Dąbrowskiego [WYWIAD]

23 lipca 2015

Mistrzostwa Polski w lekkoatletyce w Krakowie były okazją do podziękowań za lata kariery sportowcom, którzy już zakończyli swoją przygodę. Jedną z takich osób była znakomita tyczkarka Anna Rogowska. To brązowa medalistka igrzysk olimpijskich (2004), mistrzyni świata (2009), wielokrotna medalistka halowych mistrzostw świata i Europy, a także rekordzistka Polski.

krak

Fot. Marek Biczyk

Przygoda ze sportem dobiegła końca. Jest trochę żal, że to tak szybko?

– Nie ma żalu, ale czasami brakuje tych emocji związanych ze startami. Jeżeli chodzi o trening, to na co dzień cały czas się ruszam. Dostarczam sobie zatem tych naturalnych potrzeb. Jeżeli będę miała ochotę, to zawsze mogę pójść na stadion oddać kilka skoków.

 

Brakuje emocji związanych ze startami, ale też przynajmniej nie ma już takiego stresu.

– Ale ja się chyba od niego uzależniłam, dlatego planuję jeszcze jakieś starty, choć już nie w rywalizacji tyczkarek.

 

Gdzie zatem panią zobaczymy?

– Od niedawna zaczęłam trochę biegać, żeby rozruszać swój organizm i nie odstawić z dnia na dzień tych obciążeń, które przez wiele lat sobie dostarczałam. Zupełnie śmiało mogłabym już startować w maratonach, ale nie o to chodzi. Na razie Jean-Marc Leandro, mąż i były trener Lidii Chojeckiej, planuje mi tak treningi, żebym jeszcze popracowała nad swoją wytrzymałością. Lubię jednak wyzwania. Nie ukrywam, że wkręciło mnie to bieganie, więc pewnie będę chciała się gdzieś sprawdzić. Najpewniej we wrześniu, kiedy aura będzie znacznie bardziej przyjazna bieganiu.

 

A ma pani jeszcze coś wspólnego z tyczką?

– Tak. Na co dzień współpracuję w Sopocie z grupą tyczkarzy. Nie odstawiłam zatem tej tyczki całkowicie. Cały czas mam z nią kontakt. Staram się być na treningach dzieci, kiedy te wykonują techniki. Muszę przyznać, że mam wielką radość z tego, co robię. Cieszę się z sukcesów tych dzieci i zupełnie inaczej patrzę teraz na skakanie i na lekkoatletykę.

Tyczki leżą w kącie?

– Tak :-)  Ostatni raz skakałam w ubiegłym roku na mistrzostwach Polski w Szczecinie.

 

Odpoczęła już pani?

– Odpoczęłam. Mój organizm już się zregenerował. Odkąd rozpoczęłam przygodę ze sportem, nie miałam aż tyle wolnego czasu, nie wliczając losowych wypadków.

 

Jakie są dla pani te najprzyjemniejsze sportowe wspomnienia? To pewnie te związane z medalami?

– Zgadza się. Nie ukrywam, że taką siłą napędową był dla mnie zawsze Mazurek Dąbrowskiego. To była dla mnie olbrzymia motywacja. Dlatego te występy, kiedy stawałam na najwyższym stopniu podium, wspominam najprzyjemniej. Nie ukrywam, że do końca życia bardzo przyjemnie będę wspominać igrzyska olimpijskie w Atenach. Mam nadzieję, że te moje sukcesy będą motywacją dla młodych polskich tyczkarek. Może i one sięgną w przyszłości po medale dla naszego kraju.

 

Rzeczywiście są na to szanse?

– Na to potrzeba trochę czasu. Na pewno jest wiele zawodniczek, które mają szanse na to, by się rozwinąć i skakać bardzo wysoko. To jest jednak konkurencja techniczna i dlatego potrzeba cierpliwości, a także systematycznej pracy.

 

Szkoda, że po Annie Rogowskiej i Monice Pyrek pozostała taka pustka.

– Bardzo szkoda, że nie ma takiej naturalnej kontynuacji. Pomiędzy nami a kolejnym pokoleniem tyczkarek zrobiła się duża wyrwa. Powinniśmy się jednak cieszyć z tego, że jest tyle chętnych zawodniczek do uprawiania tej widowiskowej konkurencji.

 

Jest teraz czas na coś, na co wcześniej go nie starczało?

– Tak. Teraz mogę pobyć w domu :-)Do niedawna byłam w nim tylko gościem. W końcu miałam też czas na to, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół.

Rozmawiał – Tomasz Kalemba, Eurosport.Onet.pl

Najbliższy start

Blog

Multimedia

Zdjęcia

fot. Monika Szałek | www.monikaszalek.com
fot. Monika Szałek | www.monikaszalek.com
fot. Monika Szałek | www.monikaszalek.com

Filmy

Designed by Studio a Propos

© 2010 Anna Rogowska